Przejdź do głównej zawartości

Co ma większy wpływ: wychowanie czy geny?

Rodzice się zastanawiają, a naukowcy wciąż sprzeczają na temat tego, czy większy wpływ na dziecko ma wychowanie, czy jego geny. Pragniemy mieć wpływ na nasze dzieci, a jednocześnie boimy się myśleć, że nasze humory i decyzje zaważą na jego przyszłym życiu. Chcemy kształtować charakter naszego dziecka i jego zachowanie, a z drugiej strony odwołujemy się do dziedziczności i faktu, że na pewne rzeczy nic nie da się poradzić. Mnie też nieobce były te dylematy.

Dobrze jest wiedzieć na czym się stoi, co naprawdę ma znaczenie i kiedy. I powiem Wam, że gromadzenie wiedzy przez lata, upewnia mnie w jednym: to co wiemy się zmienia. To, co było pewne kiedyś, przestaje być pewne dziś. A to, co jest pewne dziś, będzie podważone kiedyś. Ale są określone wartości i idee, których nie narusza ząb czasu, które są niezmienne. Są nimi miłość, bliskość, radość. Bycie. Ze sobą, z dzieckiem.

Warto wiedzieć, że dziecko, jak każdy inny człowiek jest indywidualnością, choć na jego ostateczny kształt ma wpływ świat zewnętrzny. Warto wiedzieć, że "zachowanie jest funkcją struktury." Co to znaczy?

To znaczy, że:
  •  człowiek zachowuje się tak, a nie inaczej w znacznym stopniu dlatego, że jego ciało jest tak, a nie inaczej zbudowane;
  •  zachowania ludzkie rozwijają się według pewnego wzorca i dają się z dużą doza trafności przewidywać;  
  • dotyczy to nie tylko zachowań poszczególnych jednostek; 
  •  ogólne wzorce zachowań dotyczą także poszczególnych etapów życia.
Można przeczytać w książce F. Ilg, L. Bates, S. Backer " Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat". Którą swoją droga bardzo Wam polecam.

Mimo to, każdy jest inny i każde dziecko jest inne, a na co dzień trudno nam nie tylko przewidzieć zachowanie swoje i dzieci, ale również adekwatnie na nie zareagować. Wszystko jest zmienne i nic nie jest pewne, a jednak musimy wiedzieć dokąd to wszystko zmierza. 

Dokąd Ty zmierzasz? Dokąd Twoje wychowanie zmierza? Musimy wiedzieć co robimy i po co. 

Dlatego chciałam dziś opowiedzieć pewną historię. Być może odnajdziecie w tym cząstkę siebie, albo zainspiruje Was ona do określenia się, do wyznaczenia celu, do podjęcia decyzji, co trzeba zmienić.

Wszystko zaczyna się w latach 70 i 80. Czasy nieciekawe, pustki w sklepach, kartki, stan wojenny. Świadomość była inna niż dzisiaj, a rodzice siłą rzeczy byli skupieni na zapewnieniu dzieciom dobrych warunków materialnych. Dzięki temu byliśmy najedzeni, czyści i grzeczni. Dziś większość rodziców wie, że to nie wszystko, ale wtedy nikt się nie przejmował tym, że jakieś dziecko jest bardziej wrażliwe niż inne. 

Ja byłam takim wrażliwym dzieckiem. To, jak się wtedy wychowywało dzieci: inwektywy i klapsy na porządku dziennym, było dla mnie czymś trudnym do zaakceptowania, czułam się upokarzana, niekochana, nie mogłam zrozumieć, dlaczego rodzice traktują nas w taki sposób.

A rodzice zachowywali się w taki sposób, bo nas kochali. Troszczyli się, zabiegali o wszystko. Nie wiedzieli, że któreś z ich dzieci może czuć się nieszczęśliwe z powodu takiego traktowania, to przecież było normą. Ja byłam zbyt mała, żeby im to wytłumaczyć.

Ale w głębi duszy myślałam sobie, że można inaczej, że trzeba rozmawiać, że nie można dzieci traktować tak przedmiotowo.

Naczelne hasło tamtych czasów w wychowaniu, które często powtarzała nam mama "Co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie", miało mi uświadomić i utrwalić rodzinny układ feudalny. Inaczej "dzieci i ryby głosu nie mają". To rodzic jest panem. Rodzic rządzi. Rodzic decyduje. Ty masz cicho siedzieć i wykonywać polecenia. Jako mała dziewczynka obiecałam sobie, że będąc mamą będę to robiła inaczej, i że nie wolno mi zapomnieć.

Mimo, że rodzice nas kochali i dawali tego dowody na mnóstwo sposobów, troszczyli się o nas najlepiej jak potrafili, to jednak taki rodzaj relacji rodzic-dziecko był niedobry.

Powodował:
  • brak poczucia wartości, 
  • żal do rodziców, 
  • poczucie krzywdy, 
  • niekochania. 
Działo się tak w wielu rodzinach z powodu braku wiedzy, z powodu rozpowszechnionej, tzw. czarnej pedagogiki. Gdyby był ktoś, kto powiedziałby im, że to nie jest dla nas dobre, z pewnością postępowaliby inaczej. Ale nikogo takiego nie było...

W takich rodzinach jak moja, normalnych rodzinach, ku zaskoczeniu rodziców dzieci często czują się pokrzywdzone. Następnie obiecują sobie, że jak oni będą rodzicami, będą postępować inaczej. Ale potem życie toczy się swoim torem, obietnice składane samemu sobie odchodzą w zapomnienie, a we własnej rodzinie powtarzamy często wzorce zachowań nabyte w dzieciństwie.

Jeśli tak się stało, przeważyło wychowanie. Czy u Ciebie ta dziecięca chęć "poprawy świata" nie zakończyła się w momencie osiągnięcia dorosłości? Jeśli nie - zwyciężyły geny. Moim zdaniem, o tym czy geny mają większy wpływ czy wychowanie, możemy zdecydować sami. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Możesz podzielić się w komentarzu.

Komentarze

  1. Odnosząc się do ostatniego akapitu - moja pierwsza myśl: geny. Ale później uświadomiłam sobie, że czasami postępuję wbrew sobie. Wówczas czuję, jakby moim ciałem ktoś sterował, jak marionetką (wychowanie), ale w głowie ciągle mam swoje przekonanie, swoją złotą zasadę (geny). Marionetka włącza mi się przez czynniki zakłócające (zmęczenie, podenerwowanie itp.) Dziękuję za inspirację do autoanalizy. Pozdrawiam :) Weronika

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasne, że wychowanie ma dużo większy wpływ. Przeciez gdyby geny miały większy wpływ, to byłby większy odsetek przestępczości itp.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby geny były aż tak ważne, to większość osób ze skłonnościami pedofilskimi dopuszczałoby się czynów pedofilskich.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za Twój wpis!

Popularne posty z tego bloga

Na jakim stopniu drabiny gniewu jesteś?

Dr Ross Campbell w swojej książce "Sztuka akceptacji" opowiedział bardzo ciekawą historię, która być może ma miejsce w wielu domach: "Byłem kiedyś z wizytą u rodziny, w której ojciec miał ogromne poczucie humoru. Mówił coś bardzo zabawnego, ilekroć jego żona lub któreś z nastolatków poruszało trudny temat. W konsekwencji żadne z nich nie nauczyło się odpowiednio wyrażać swojego gniewu, lecz uciekali się do zachowań pasywno-agresywnych. Za każdym razem, gdy chłopiec był sfrustrowany lub znalazł się w sytuacji wywołującej gniew, skarżył się na silny ból głowy. Dziewczynka zaś dawała upust swojemu gniewowi w inny sposób. Oferowała matce pomoc np. w kuchni lub przy sprzątaniu, ale wykonywała te obowiązki tak beznadziejnie, że matka miała z tego powodu jeszcze więcej pracy." Pisząc o różnych umiejętnościach wychowawczych, często podkreślam jak ważny jest odpowiedni stosunek do złości i radzenie sobie z nią. Nie bez powodu, ponieważ doświadczenie pokazuje, że ma ona na

Rozwój emocjonalny dziecka - Ćwiczenia cz. 1 - Jak radzić sobie ze złością?

Ćwiczenie inteligencji emocjonalnej jest jak ruch na świeżym powietrzu - pożyteczne i zdrowe. Tak jak obiecałam, przygotowałam dla Ciebie kilka prostych ćwiczeń. Jedno z nich to zabawa z dzieckiem, ale może w niej wziąć udział cała rodzina. Dorosły człowiek zwykle bez trudu uświadamia sobie przyczyny złości - największą trudność sprawia mu zapanowanie nad sobą. Poniżej, w punkcie 1 znajdziesz baaardzo proste, sprawdzone i praktyczne wskazówki, jak radzić sobie z własną złością. Są tak proste, że większość osób znając te sposoby ignoruje je i lekceważy. Ja zachęcam do wypróbowania, bo wiem, że naprawdę działają.   W punkcie drugim umieściłam sposoby radzenia sobie ze złością dzieci. Tutaj najważniejsze jest przeprowadzenie pociechy krok po kroku przez burzę emocji. Zachęcam do korzystania z nich i na tej podstawie wypracowania własnych sposobów.  Punkt 3 zawiera ćwiczenie, które poprzez zabawę ma przede wszystkim dzieciom uświadomić, jak zmienia się wygląd, kiedy człowi

17 Sposobów Na Odreagowanie Złości Na Dziecko

Temat złości jest bardzo trudnym tematem. Przede wszystkim ze względu na nasz stosunek do tego uczucia. Jest to w ogóle jedno z najtrudniejszych zagadnień spośród wszystkich, dotyczących relacji między rodzicami a dziećmi. Czy zastanawiasz się, dlaczego? Jaka jest Twoja opinia na ten temat? Uważasz, że złość jest dobra czy zła? Jak w sposób praktyczny rodzice mogą sobie poradzić ze swoją złością? Jak mogą odreagować złość, którą czują na dziecko?   Moim zdaniem, temat jest tak trudny dla wielu rodziców dlatego, że nadal złość jest powszechnie potępianym uczuciem. Pokazują to również komentarze pozostawiane pod moimi postami. Dobry przykład stanowi taka wymiana spostrzeżeń: " złość?? irytacja?? bardzo często!! właściwie to od kilku tygodni codziennie zmagam się z własnymi emocjami (idą 3 ząbki i mały jest okropny) - w krytycznym momencie najczęściej zostawiam synka w łóżeczku na parę minut i wychodzę do pokoju obok - muszę dać sobie czas na wyciszenie, dwa głębsze w